7 prawdziwych powodów (to nie lenistwo)
„Nie chcę iść do szkoły”.
„Nienawidzę szkoły”.
„Znowu szkoła…”.
To zdania, które dorośli często kwitują krótko:
„Każdemu się nie chce”,
„Trzeba, to trzeba”,
„Nie bądź leniuchem”.
Tymczasem rzeczywistość może wyglądać zupełnie inaczej. W swojej pracy diagnostycznej i terapeutycznej bardzo często słyszę od dzieci wprost, że nie lubią chodzić do szkoły. Mówią o tym zarówno uczniowie młodszych klas, jak i starsi. Co ważne – te słowa nie są wypowiadane w złości czy przekorze, ale w atmosferze zaufania, kiedy dziecko czuje się wysłuchane. To nie jest więc wymysł ani chwilowa niechęć. To realny sygnał trudności. Za niechęcią do szkoły niemal zawsze stoi konkretna przyczyna – emocjonalna, relacyjna, edukacyjna lub rozwojowa.
Poniżej 7 najczęstszych powodów, które wybrzmiewają w rozmowach z dziećmi.
- Przeciążenie emocjonalne i stres
Dla wielu uczniów szkoła jest środowiskiem permanentnego napięcia. Dzieci mówią o:
- stresie przed odpowiedzią,
- lęku przed oceną,
- napięciu związanym z klasówkami, których w tygodniu potrafi być kilka,
- strachu przed pomyłką.
Układ nerwowy dziecka, które codziennie funkcjonuje w napięciu, wchodzi w tryb walki, ucieczki lub zamrożenia. W takim stanie trudno mówić o motywacji do chodzenia do szkoły – dom staje się jedyną bezpieczną przestrzenią.
- Trudności w relacjach rówieśniczych
To jeden z najczęstszych, a jednocześnie najbardziej bagatelizowanych powodów. Dziecko może doświadczać:
- odrzucenia przez grupę,
- wykluczania z zabaw,
- „cichej przemocy” relacyjnej,
- wyśmiewania,
- konfliktów.
W gabinecie dzieci często mówią wprost: „Na przerwach nie mam z kim pogadać” albo „Nikt mnie nie lubi”.
Dla dorosłych to „tylko relacje”, dla dziecka – centralny punkt szkolnej rzeczywistości. Jeśli przerwy są trudniejsze niż lekcje, niechęć do szkoły narasta bardzo szybko.
- Trudności edukacyjne i poczucie porażki
Dziecko, które codziennie doświadcza niepowodzeń, zaczyna unikać miejsca, w którym te porażki się wydarzają. W diagnozie i terapii pedagogicznej często pracuję z uczniami, którzy:
- wolno czytają,
- nie nadążają z pisaniem,
- mają trudności grafomotoryczne,
- nie rozumieją poleceń,
- mają niezdiagnozowane specyficzne trudności w uczeniu się.
Takie dzieci bardzo często mówią: „I tak mi nie wychodzi”, „Jestem najgorszy”.
Niechęć do szkoły jest wówczas mechanizmem ochronnym – próbą uniknięcia kolejnych doświadczeń porażki i wstydu.
- Nadmiar wymagań i presja wyników
Wielu uczniów funkcjonuje w stałym poczuciu, że „muszą więcej”. Presja może pochodzić z różnych źródeł:
- system oceniania,
- oczekiwania rodziców,
- porównywanie z rówieśnikami,
- własny perfekcjonizm.
Dzieci mówią czasem: „Jak dostanę czwórkę, mama jest zła” albo „Boje się zawieść”.
W takich sytuacjach szkoła przestaje być miejscem rozwoju, a staje się przestrzenią nieustannej oceny.
- Przebodźcowanie i zmęczenie układu nerwowego
Współczesna szkoła jest środowiskiem bardzo intensywnym sensorycznie:
- hałas,
- tłok,
- ciągłe dźwięki,
- brak ciszy,
- szybkie tempo pracy.
Dzieci wysoko wrażliwe, neuroróżnorodne lub z trudnościami sensorycznymi szczególnie silnie odczuwają to przeciążenie.
Sygnalizują to mówiąc m.in.: „W szkole jest za głośno”, „Boli mnie głowa”, „Jestem zmęczony już po 2 lekcjach”.
Niechęć do szkoły bywa więc reakcją fizjologiczną, nie wychowawczą.
- Trudne relacje z dorosłymi w szkole
Relacja z nauczycielem ma ogromne znaczenie dla poczucia bezpieczeństwa ucznia. Nie chodzi o sytuacje skrajne, ale o codzienne doświadczenia:
- zawstydzanie na forum,
- ironiczne komentarze,
- brak zrozumienia trudności,
- etykietowanie („leniwy”, „niegrzeczny”).
Dziecko może wtedy przenosić niechęć z konkretnej osoby na całą szkołę.
W rozmowach z młodymi ludźmi słyszę: „Pani mnie nie lubi” lub „Pan zawsze na mnie krzyczy”. Dobrze wiemy, że takie sytuacje są niedopuszczalne i absolutnie nie powinny mieć miejsca.
- Niewidoczne trudności emocjonalne
Czasem niechęć do szkoły jest objawem głębszych problemów, np.:
- obniżonego nastroju,
- lęku,
- kryzysu rodzinnego,
- niskiej samooceny,
- doświadczeń traumatycznych.
Szkoła staje się wtedy miejscem, gdzie dziecko musi „funkcjonować normalnie”, mimo że wewnętrznie przeżywa bardzo dużo.
Nie lenistwo, a komunikat
Najważniejsza jest zmiana perspektywy u dorosłych: Niechęć do szkoły to nie zawsze problem wychowawczy. Bardzo często to informacja o trudnościach, jakich uczeń doświadcza.
Kiedy dziecko mówi, że nie chce chodzić do szkoły, warto zadać sobie pytanie: „Co musi się dziać, że codzienne wyjście do szkoły jest dla niego tak trudne?”.
W atmosferze zaufania dzieci potrafią bardzo trafnie nazwać swoje powody. W gabinecie zdarza mi się słyszeć szczere, dojrzałe refleksje, które nie pojawiają się w rozmowach domowych czy szkolnych – często właśnie dlatego, że wcześniej nikt o nie nie zapytał.
Co możemy zrobić jako dorośli?
O tym już w kolejnym artykule 😊


















